Rowy – czy warto tam jechać z dziećmi?

Za nami kolejny już urlop z dziećmi w nadmorskich Rowach. Jeśli zajrzeć na grupę sympatyków Rowów, można poznać osoby, które jeżdżą tu nie od kilku, ale od kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu lat. W czym tkwi fenomen tego miejsca? Postaram się odpowiedzieć na to pytanie w dzisiejszym artykule.

Wakacje bez Rowów to wakacje stracone

Oto dewiza mojej młodszej córki. Rowy odkryliśmy, gdy miała zaledwie roczek i od tej pory co roku (z wyjątkiem jednych pandemicznych wakacji) spędzamy tu główny urlop. Dlaczego nie Grecja, Egipt, Turcja lub Bułgaria? Tam nie ma Rowów 😀 Morze pachnie inaczej, nie ma ulubionych miejsc, ani bajecznych widoków z wydm i stromych klifów. Nie ma tam też Słowińskiego Parku Narodowego, portu, w którym można kupić flądrę i tablicy z napisem „Rowy”, która wyczekiwana jest przez wszystkich przez wiele godzin jazdy z drugiego końca Polski. Nie ma tu wprawdzie także gwarancji na dobrą pogodę, ale dopiero w tym roku po raz pierwszy nasz wyjazd był faktycznie deszczowy i dość chłodny. Tak, wiem, że wakacje w ciepłych krajach także są super, ale mają zupełnie inny charakter. Zostawiamy je na przyszły rok 😉

Jesteśmy u celu 🙂

Czy jeżdżenie wciąż w jedno miejsce może się znudzić?

Tu nie ma jednej złotej odpowiedzi. Każdy z nas jest inny. Jedni wolą co roku odkrywać nowe miejsca, a inni wybierają bezpiecznie dobrze znane lokalizacje. Muszę się przyznać, że jako dziecko jeździłam rok w rok na wakacje do Dziwnówka (Pomorze Zachodnie), do ośrodka wczasowego zakładu, w którym pracował mój tata. Dla mnie wakacje oznaczały wakacje w Dziwnówku i tenże nieszczęsny Dziwnówek był dla mnie, jak te Rowy dla moich dzieci. Taki synonim wakacji 🙂 Pewnie z powodu tych doświadczeń mam tak, że lubię wracać w ulubione miejsca. Dziwnówka nie widziałam od 25 lat i wiem, że zmienił się nie do poznania (nie wiem czy na dobre, bo dla mnie to była ulubiona nadmorska dziura z dwoma smażalniami, dwoma salonami gier i jednym sklepem, a teraz wygląda, jak niekończący się stragan), ale nadal uwielbiam wracać:

  • do Szczawnicy (o tym, czy warto z dziećmi jechać do Szczawnicy przeczytasz TUTAJ, a wkrótce napiszę także artykuł o Szczawnicy wczoraj i dziś),
  • Zakopanego (wkrótce napiszę i o pięknych Tatrach ;-)),
  • na Jurę (TUTAJ przeczytasz o Podlesicach)
  • oczywiście do Rowów (o Rowach pisałam już TUTAJ).

To miejsca, w których czuję się, jak u siebie. Wiem, gdzie iść na spacer, co robić w słońcu i czym zająć się przy gorszej aurze, wiem, gdzie smacznie zjeść i gdzie są najsmaczniejsze lody. Wreszcie uwielbiam dreptać po ścieżkach, które znam i obserwować zmiany, które przecież są nieuchronne. Tak mam i nic na to nie poradzę. Wydaje mi się, że Ci, którzy wracają co roku do Rowów, mają w sobie coś z sentymentalnych letników, którzy wolą wybrać bezpieczną przystań w miejscu, które znają, niż przeżyć wakacyjny koszmar w kurorcie, który nie spełni ich oczekiwań.

Odkrywanie nowych miejsc wakacyjnych

Czy to oznacza, że nie lubię nowości? Nie. Wręcz przeciwnie – uwielbiam poznawać nowe regiony i zachwycać się tym, czego wcześniej nie znałam. Właśnie dlatego nasze podróże składają się z wyjazdów w dobrze znane miejsca, ale także zupełnie nowe, które bierzemy pod naszą rodzinną lupę. Jeśli masz swoje ulubione miejscówki, do których lubisz wracać – koniecznie zostaw komentarz 🙂 Może będzie to dla nas lub dla kogoś z czytelników okazja, aby poznać nowe cudowne miejsca Polski.

Dlaczego lubimy wracać do Rowów?

Dziecięco prosta odpowiedź mojej córki na to pytanie brzmi:

Bo jest tam plaża, dużo kamyków i muszelek, automatów, atrakcji, campingów i budynków, gdzie można wynająć pokój. Najbardziej podoba mi się to, że są tam rowerki i lody i dużo dróżek i miejsc i wszędzie można spacerować.

🙂 Jasne? 🙂 Rowy są doskonałym miejscem na wakacje nad morzem z dziećmi. Są nie za duże, nie za małe i naprawdę nie da się tu nudzić (chyba, że ktoś bardzo chce). Atrakcji dla dzieci jest tu naprawdę sporo, jak na tak małą miejscowość turystyczną, ale z drugiej strony trzeba się dobrze przygotować na ich przyjęcie. Dlaczego? Jasne jest to, że dzieciom nigdy nie jest mało i każda kolejna atrakcja jest taka fajna, że nie da się obok niej przejść obojętnie. Jeśli zatem nie macie worka pieniędzy – warto porozmawiać z dziećmi jeszcze przed wyjazdem o dawkowaniu przyjemności 😉 Zresztą, powiedzmy sobie szczerze, że największą atrakcją w Rowach powinno być morze i plaża, a nie lunapark 😉

Rowy – atrakcje dla dzieci i dorosłych

Jeśli pierwszy raz wybieracie się do Rowów, przyda się lista atrakcji, jakie możecie znaleźć w Rowach. Jeśli o czymś zapomniałam – liczę na komentarze 🙂

  • plaża 🙂 Piękna, szeroka, CZYSTA, piaszczysta plaża z kilkoma zejściami i bezpiecznymi kąpieliskami, w których porządku pilnują niezastąpieni ratownicy. Wejścia na plażę (od wschodu do zachodu):
    • przy Słowińskim Parku Narodowym od ul. Rybackiej (plaża wschodnia ze strzeżonym kąpieliskiem); przy wejściu płatna toaleta,
    • przy promenadzie od ul. Plażowej (po zachodniej stronie portu) – tu zejście schodami na wąski i kamienisty odcinek plaży z zakazem kąpieli i na zachód już z szerszą plażą i strzeżonym kąpieliskiem; wzdłuż promenady znajdują się ławeczki z widokiem na morze,
    • przy Słowińskiej Perle od ulicy Nadmorskiej ze strzeżonym kąpieliskiem (tu także znajduje się płatny parking), przed wejściem Toi Toi (czuć niestety z daleka),
    • przy ośrodku Słoneczko ze strzeżonym kąpieliskiem (dojście przez las szeroką dróżką); przy wejściu Toi Toi i mała kawiarnia,
    • od ulicy Piaskowej (za ośrodkiem Nawigator) ze strzeżonym kąpieliskiem; przy wejściu płatne toalety i małe punkty gastronomiczne,
    • plaża dla psów; tu brak strzeżonego kąpieliska, za to plaża piękna i dzika,
    • i jeszcze ciekawostka – na wschód od pierwszego strzeżonego kąpieliska znajduje się plaża dla naturystów (tak przy najmniej wynika z mapy Google – szczerze mówiąc nie dotarliśmy tam nigdy ;-));
  • Słowiński Park Narodowy, do którego wejście znajduje się na końcu ulicy Rybackiej. Można tu udać się na przyjemny spacer (np. na punkt widokowy nad Jeziorem Gardno) lub nieco dalej na rowerach (szlaków jest tu sporo, a miejsc do zobaczenia jeszcze więcej).
  • czerwony szlak turystyczny do Ustki prowadzi przez las wzdłuż plaży przez Dębinę, Poddąbie i Orzechowo (wejść na niego można w zasadzie przy każdym zejściu na plażę zachodnią). To cudowne miejsce na spacer z bajecznymi widokami z klifów. Można się tędy także przejechać na rowerze, ale z poprawką na trudniejsze miejsca (korzenie, piasek, wzniesienia);
  • promenada w wyjściem na plażę i dojściem do portu – super miejsce na spacer także z wózkiem;
  • port – oprócz urokliwego widoku statków, można tu zjeść w restauracji Przystań lub na statku. Ponadto odpływają stąd statki turystyczne, a także kutry rybackie, z których można kupić świeżą rybkę prosto od rybaka (trzeba pamiętać, że połowy zależą od warunków pogodowych i nie zawsze kutry wypływają w morze);
  • muszla koncertowa i park. To tu odbywają się koncerty, imprezy plenerowe i pokazy filmowe (w tym roku wprawdzie nie załapaliśmy się na kino na wolnym powietrzu, ale w ubiegłych latach takie seanse odbywały się właśnie przy scenie). W parku znajduje się także plac zabaw i siłownia, zatem maluchy mają okazję, aby się trochę wyszaleć. Tuż obok znajdują się także płatne atrakcje w postaci dmuchańców, trampolin, kul wodnych i łódek;
  • wypożyczalnie rowerów, samochodzików, hulajnóg i innych pojazdów;
  • lunapark przy ulicy Bałtyckiej (tej, którą wjeżdżamy do Rowów). Sporo tu karuzel, zjeżdżanie na oponach, kolejka… Coś dla siebie znajda tu i dzieci i dorośli. Oczywiście wszystko płatne;
  • park dmuchańców przy Dino (także ul. Bałtycka). Dmuchańców jest tu kilka i można tu wykupić dłuższe wejściówki;
  • automaty są wszędzie, ale najwięcej znajdziecie ich w Mario Center przy głównym skrzyżowaniu;
  • kolejne skupisko automatów (a nawet dwa) znajdują się na ulicy Rybackiej (tej, która prowadzi do Słowińskiego Parku Narodowego). Pierwsze przy sklepie spożywczym (jeszcze przed mostem), drugie to niewielki lunapark na końcu uliczki (już za mostem) na tyłach restauracji Stodoła (tu oprócz automatów znajdują się jeszcze trampoliny, kule wodne, gokarty i wiele innych atrakcji. Tak, wszystko płatne; 😉
  • bajkowa ciuchcia, a nawet dwie 🙂 Miła opcja na zwiedzenie Rowów z najmłodszymi;
  • życie nocne… Rowy idą spać o 21 😉 za wyjątkiem dwóch czy trzech miejsc. Wieczorem imprezy z muzyką odbywają się chyba tylko w Mario (przy skrzyżowaniu) oraz w Stodole i Tawernie Thaiti na końcu Rybackiej. Czasem w amfiteatrze słychać muzykę, ale raczej nie dłużej niż do 22. Na temat życia nocnego za wiele nie mogę napisać, ponieważ z dziećmi nie imprezujemy 😛

Czy warto jechać do Rowów?

Gdyby nie było warto jechać do Rowów, to nie jeździlibyśmy tam co roku, podobnie jak setki innych Rowomianiaków. Nie mniej jednak należy pamiętać, że z naszymi Rowami jest tak, jak z innymi miejscami na ziemi i nie każdemu wydadzą się tak rewelacyjne, jak nam. Pamiętajmy, że Rowy to niewielka wioska rybacka, którą poza sezonem zamieszkuje 375 osób (dane z Wikipedii). To nie jest wielki, rozrywkowy kurort, ale w miarę spokojna miejscowość nadmorska. Nie jest to też jakaś dziura, ponieważ jednak w sezonie tutejsze uliczki wypełniają się turystami. Daleko jednak Rowom do zgiełku Ustki czy Łeby. Dla mnie – to taki złoty środek.

Dla kogo Rowy na wakacje?

Według mnie na udane wakacje w Rowach nad morzem mogą liczyć:

  • rodziny z dziećmi (czyste i bezpieczne plaże, względny spokój i sporo dodatkowych atrakcji)
  • osoby, lubiące kontakt z naturą (spacery po okolicznych klifach i Słowińskim Parku Narodowym)
  • osoby, lubiące wyprawy rowerowe (całkiem sporo tu ciekawych tras rowerowych [nie asfaltowych ścieżek rowerowych, żeby była jasność])
  • osoby, które lubią zwiedzać okolicę (w okolicy Rowów sporo jest płatnych i bezpłatnych atrakcji, ale to temat na osobny artykuł)
  • osoby, które nie lubią zgiełku (wprawdzie w centrum bywa głośno, ale pozostały obszar jest naprawdę cichy i spokojny)
  • osoby, którym nie zależy na imprezowaniu i piciu browarów na ulicy 😉 (wprawdzie są tu knajpy z muzyką, ale widok turystów z piwem w ręce na ulicy należy tu do rzadkości)
  • osoby, które lubią sobie nad morzem samodzielnie przyrządzić rybkę, kupioną w porcie prosto z kutra 😉
  • miłośnicy karawaningu (w niewielkich Rowach funkcjonuje kilka campingów, z których najbardziej lubimy Przymorze [przeczytasz o nim TUTAJ])
  • turyści z mniejszym i większym budżetem (od tańszych kwater do droższych ośrodków i apartamentów)

Znajdujesz siebie na tej liście? 😉 Jeśli tak, serdecznie polecam Rowy na letni wypoczynek. Moja rodzinka już nie może doczekać się przyszłego roku i kolejnych wakacji w Rowach 😀 A może znasz Rowy i jeździsz tu także poza sezonem? Napisz coś o swoich wrażeniach w komentarzu 🙂


Jeśli podobał Ci się artykuł, wesprzyj mnie w tworzeniu następnych treści i zostań Patronem mojego bloga:

Wspieraj Autora na Patronite

4 thoughts on “Rowy – czy warto tam jechać z dziećmi?

  1. Poddąbie, nasza Dziura ❤️
    Przyjeżdżamy do Poddąbia od przeszło 20 lat. Co roku. Nie da się opisać dlaczego, nie jest to proste. To miejsce za każdym razem odkrywamy na nowo, niezmiennie. Lasy, ich zapach, wrzosowiska, klify, plaża, smażalnia u Bolka, knajpa u Julki to daje nam poczucie przynależności do tego pięknego miejsca. Nasze Poddąbie. Sklep Koga z przemiłą właścicielką, lodziarnia z najlepszymi i największymi gałkami. Miejsce na ognisko w centrum, jeśli tak to mogę nazwać,a obok plac zabaw w niewielkiej odległości. Tysiące razy opowiadałam mojej przyjaciółce o Poddąbiu, ale kiedy z nami tu w końcu przyjechała, dopiero zrozumiała o czym mówię. To jest miejsce dla wrażliwych dusz, nie dla osób lubiących imprezy, bo imprez tu nie ma. Za to są w Rowach, w Ustce.
    Dzieci jęczą, że znowu do Poddąbia ale tylko z jednego powodu, my jedziemy z Mikołowa 8 godzin, z długim postojem.
    Nie wszyscy są zakochani w naszym Poddąbiu. Teściowa była z nami na wakacjach, dla niej to nudne Poddupie.
    Ale… Cudowne miejsce, otoczone lasami, dodam pięknymi lasami. Jest strzeżona plaża.

    1. Przyznam, że pierwszy raz w Poddąbiu byłam jeszcze na studiach (to było dawno temu ;-)) i była to straszna dziura. Chodziliśmy ze znajomymi na imprezy do Ustki i Rowów, bo w Poddąbiu nic się nie działo. Tak, było pięknie, ale wtedy na wakacjach szukaliśmy czegoś innego.
      Gdy po latach odwiedziłam Poddąbie z dziećmi i mężem, zobaczyłam już nieco ożywioną małą miejscowość z PRZEPIĘKNYMI KLIFAMI, zapierającymi dech widokami, urokliwym wąwozem (ten mostem był dla mnie totalną nowością i zaskoczeniem). Odkryliśmy tam też smażalnię u Bolka, o której wspominasz i do niej wracamy, gdy tylko jesteśmy w Poddąbiu.
      Poddąbie jest zjawiskowe, ale tak, jak i moje ukochane Rowy – nie dla każdego. Pięknie to ujęłaś, że „to miejsce dla wrażliwych dusz”. W 100% się z tym zgadzam 🙂 Bardzo serdecznie pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *