Jak zmieniają się Rowy nad morzem

W naszym domu obowiązuje niezmiennie motto, że wakacje bez Rowów, to wakacje stracone ;-). Uwielbiamy to miejsce i naprawdę chętnie do niego wracamy. Rowy zmieniają się tak jak każda inna miejscowość. Sęk w tym, że nie koniecznie na dobre — przynajmniej z naszego punktu widzenia.

Za co lubimy Rowy?

Oczywiście mamy dużo sentymentu do Rowów, ale nie byłoby go, gdyby nie otoczenie i spory wachlarz możliwości, jakie to niewielkie miasteczko oferuje turystom. Po pierwsze zawsze był to dla mnie taki złoty środek między dziurą zabitą dechami, a nadmorską imprezownią. Z dziećmi nie szukamy gwaru i dyskotek. Z drugiej strony fajnie, jeśli jest jakaś alternatywa oprócz morza i plaży. Właśnie dlatego lubimy Rowy, bo z jednej strony jest to naprawdę spokojne miejsce, a z drugiej jest:

  • park z placem zabaw i mini amfiteatrem (sceną)
  • atrakcje komercyjne dla dzieci w umiarkowanej ilości: lunapark, salony gier, dmuchańce, autka, trampoliny itp.
  • port: statek restauracja, restauracja w porcie, rejsy statkami różnego typu, kutry rybackie (właściwie to już tylko jeden…)
  • Słowiński Park Narodowy i jezioro Gardno (taras widokowy, ścieżki spacerowe i rowerowe)
  • szlaki turystyczne (czerwony szlak do Dębiny-Poddąbia-Orzechowa-Ustki – dla pieszych i rowerzystów)
  • promenada nad brzegiem morza, prowadząca do portu
  • wieża widokowa nad jeziorem, do której nigdy nie udało nam się dotrzeć
  • blisko do Ustki (latarnia morska, port i milion atrakcji), Poddąbia (wrak duńskiego torpedowca w morzu i klify), Dębiny (klify, urocza piaszczysto-kamienista plaża), Czołpina (latarnia morska), Smołdzina (Rowokuł)
  • wiele innych miejsc 😉

Zresztą mamy tu swoje ulubione miejsca, kawiarnie, restauracje, ścieżki na spacery… Każdego roku musimy zaleczyć pewne aktywności jak wypad na shake`i, kule w parku, spacer do Dębiny… Znamy Rowy jak własną kieszeń i czujemy się tu naprawdę jak u siebie. Wracamy zawsze z ogromną przyjemnością, a wyjeżdżamy z łezką w oku.

Za co przestajemy lubić Rowy?

Niestety Rowy od kilku sezonów mocno się rozbudowują. Miejsce pięknego sosnowego lasu zajmują kolejne ośrodki i apartamentowce. Urok Rowów polega na tym, że są małe. Jeśli zamienią się w kolejny gwarny kurort, stracą to, co w nich najcenniejsze i za co je kochamy. Leśne ścieżki, które przedreptywaliśmy z dziećmi setki razy, zamieniają się wybrukowane ulice, po których coraz częściej jeżdżą auta. Dojście do plaży przez las okazuje się dojściem przez parking. Wybrukowanie tych uliczek wymagało ponoć wycięcia 350 drzew! Nie takie Rowy znamy i kochamy.

Mam wrażenie, że im więcej nowych luksusowych miejsc noclegowych, tym więcej turystów innego typu niż dotąd. Miejsce urokliwej miejscowości nadmorskiej zamienia się w odarty z własnej tożsamości kurort, który niczym nie będzie wyróżniał się od innych nadmorskich kurortów z chińską tandetą, głośnym otoczeniem i nie zawsze kulturalnymi turystami. Taka jest linia rozwoju Rowów. Cóż. Szkoda.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

error: Nie kopiuj