Są takie podróże służbowe, które kończą się dokładnie wtedy, gdy miasto zaczyna robić się ciekawe. Spotkanie odhaczone, laptop zamknięty, identyfikator z konferencji ląduje w torbie, a za oknem zaczyna się wieczór w Barcelonie, Lizbonie albo Mediolanie. I wtedy pojawia się myśl: szkoda wracać od razu. Właśnie z takiego momentu wyrasta bleisure travel, czyli połączenie podróży służbowej z czasem prywatnym. To trend, w którym pracownik realizuje cel biznesowy, ale jeśli zasady firmy na to pozwalają, zostaje w danym miejscu dłużej, żeby odpocząć, pozwiedzać albo po prostu złapać trochę normalnego oddechu po intensywnym dniu spotkań. Z całą pewnością nie jest to zmiana delegacji w urlop, a jedynie rozsądne wykorzystanie wyjazdu, który i tak się odbywa.
Czym jest bleisure?
Bleisure powstało z połączenia słów „business” i „leisure”. W praktyce oznacza to podróż służbową połączoną z prywatnym czasem w danym miejscu docelowym podróży. Najczęściej wygląda to bardzo prosto: konferencja kończy się w piątek, a pracownik wraca w niedzielę. Albo spotkania biznesowe odbywają się w czwartek, więc przylot dzień wcześniej pozwala spokojnie wejść w rytm miasta, zamiast zaczynać dzień od lotniska, taksówki i kawy wypitej w biegu. Dla osób, które często podróżują służbowo, to duża zmiana. Delegacja przestaje być tylko trasą między hotelem, salą spotkań i lotniskiem. Staje się też okazją do zobaczenia miejsca, w którym się jest.
Dlaczego pracownicy coraz częściej wybierają taki model?
Podróże służbowe potrafią być męczące. W kalendarzu wyglądają elegancko: wylot, spotkanie, nocleg, powrót. W życiu bywa znacznie mniej przyjemnie: pobudka o 4:30, hotel daleko od centrum, kolacja zjedzona przy mailach i powrót późno w nocy. Bleisure nieco odczarowuje ten schemat. Pozwala połączyć obowiązki z czymś, co daje energię. Po negocjacjach można pójść na spacer, zjeść lokalną kolację, zobaczyć muzeum, zostać na weekend albo zaprosić bliską osobę na prywatną część wyjazdu. To także dobry sposób na regenerację.
Jak zaplanować bleisure bez nieporozumień?
Najważniejsze jest jedno: ustalenia przed rezerwacją. Bleisure działa dobrze tylko wtedy, gdy wiadomo, gdzie kończy się część służbowa, a gdzie zaczyna prywatna. Przed wyjazdem warto sprawdzić, czy firma pozwala przedłużyć delegację, kto pokrywa dodatkowy nocleg, jak rozliczana jest zmiana daty powrotu, co z ubezpieczeniem i czy potrzebna jest zgoda przełożonego. Właśnie te szczegóły decydują, czy wyjazd będzie przyjemnym przedłużeniem delegacji, czy małym księgowym śledztwem po powrocie. Dobrze działa prosta zasada: firma pokrywa część związaną z celem służbowym, a pracownik płaci za prywatne przedłużenie pobytu. Jeśli lot powrotny w niedzielę jest droższy niż w piątek, różnicę też trzeba jasno określić. Im mniej domysłów, tym spokojniejsza podróż.
Gdzie w tym wszystkim pomaga worktrips.com?
Przy prywatnym city breaku wystarczy bilet, hotel i plan na weekend. Przy delegacji dochodzą zgody, limity, faktury, firmowa polityka podróży, rozliczenia i czasem wsparcie w razie zmian. I tu zaczyna się przestrzeń dla narzędzi, które porządkują cały proces. Platforma worktrips.com pomaga firmom i pracownikom organizować podróże służbowe w jednym miejscu. Można rezerwować transport i hotele, a jednocześnie działać zgodnie z zasadami firmy. To ważne szczególnie przy bleisure, bo taki wyjazd ma dwa rytmy: służbowy i prywatny. Dla pracownika oznacza to mniej zgadywania. Nie trzeba zastanawiać się, czy wybrany hotel mieści się w firmowych limitach, czy lot wymaga dodatkowej akceptacji i do kogo napisać, jeśli plan się zmieni. System worktrips.com łączy technologię z obsługą prawdziwych agentów podróży dostępnych 24/7. Dlatego podróżujący nie jest sam, gdy lot zostanie przesunięty, spotkanie zmieni termin albo trzeba szybko dopiąć szczegóły.
Self-booking, czyli podróż bardziej po ludzku
Jednym z najwygodniejszych rozwiązań przy takich wyjazdach jest self-booking w podróżach. To model, w którym pracownik sam wybiera lot, hotel czy trasę, ale robi to w ramach firmowych zasad. Brzmi technicznie, ale w praktyce chodzi o coś bardzo prostego: osoba, która jedzie w delegację, najlepiej wie, co ma sens. Czy lepiej polecieć rano, czy po południu, czy hotel powinien być bliżej klienta, centrum, dworca czy lotniska, albo czy po piątkowym spotkaniu chce wracać od razu, czy zostać dwa dni dłużej. Self-booking nie oznacza pełnej dowolności, tylko większy wpływ bez utraty kontroli po stronie firmy. A to przy bleisure ma ogromne znaczenie, bo taki wyjazd często wymaga odrobiny elastyczności.
Jak naprawdę wykorzystać podróż służbową?
Najlepszy bleisure nie polega na tym, żeby wcisnąć zwiedzanie całego miasta między lunch biznesowy a boarding. To prosta droga do zmęczenia, nie do odpoczynku. Lepiej wybrać mniej, ale mądrzej. Jeden spacer po dobrej dzielnicy, jedna kolacja bez pośpiechu, jedno muzeum, które naprawdę chcesz zobaczyć. Jeśli zostajesz na weekend, zaplanuj główne punkty, ale zostaw miejsce na przypadek. W podróży służbowej i tak wystarczająco dużo rzeczy jest wpisanych w kalendarz. Warto też dobrze wybrać hotel. Obiekt tańszy o kilkadziesiąt złotych, ale oddalony o 40 minut od miejsca spotkania, może kosztować więcej nerwów, niż jest wart. Podobnie z lotem. Najtańszy powrót o świcie nie zawsze jest najlepszą decyzją, szczególnie jeśli dzień wcześniej kończysz rozmowy późnym wieczorem.
Bleisure to mała zmiana, która robi dużą różnicę
Dobrze zaplanowane bleisure sprawia, że podróż służbowa staje się mniej wyczerpująca i bardziej sensowna. Pracownik realizuje cel firmowy, ale nie wraca z wyjazdu z poczuciem, że widział tylko salę konferencyjną, hotelowy korytarz i lotnisko. Dla firm to też sygnał, że podróże służbowe można organizować nowocześniej. Z większą elastycznością, większym zaufaniem i lepszym wsparciem dla ludzi, którzy naprawdę są w drodze. Jeśli często podróżujesz służbowo albo chcesz pokazać swojemu przełożonemu, że delegacje można planować wygodniej, podsuń mu info o worktrips.com. Możesz bez zobowiązań wypróbować platformę worktrips.com i zobaczyć, jak łatwiej połączyć obowiązki, rezerwacje, rozliczenia oraz odrobinę czasu dla siebie.
Tekst i zdjęcie: worktrips.com.
